Liberace był królem fortepianu. Hipnotyzował publiczność swoim wielkim, osobistym urokiem, bawił się klawiaturą i swoją perlistą, fenomenalną techniką. Dziś już nie ma tej klasy artystów. Odeszli wraz z minioną epoką.

Liberace był jednym z najlepiej zarabiających artystów w USA, a w latach pięćdziesiątych po siedemdziesiąte najlepiej opłacaną gwiazdą rozrywki na świecie. Jego koncerty, nagrania, filmy, występy w telewizji były wydarzeniami artystycznymi. W jednym tylko roku (1953) potrafił sprzedać 2 miliony płyt. Przyjaciele, którzy mówili na niego Lee, podkreślali, że był urodzony w czepku. Myślę, że czepkiem tym była Ameryka, w której miał szczęście urodzić się i żyć. Bo czy Jan Kiepura, niedoceniony w Polsce, zrobiłby światową karierę, gdyby nie wyjechał do Ameryki? Zresztą przypadek Kiepury nie jest odosobniony.

Władziu Valentino Liberace, urodził się w West Allis, w stanie Wisconsin w Stanach Zjednoczonych, w 1919 roku, w ubogiej rodzinie muzyków. Ojciec był Włochem a matka Polką. Miłość do muzyki zaszczepili mu rodzice. Podobnie jak Mozart, Liberace zaczął edukację muzyczną w wieku czterech lat grając już biegle na fortepianie, a w wieku siedmiu lat, grał skomplikowane utwory z pamięci zdradzając oznaki wielkiego talentu. Mały Liberace już jako dziesięciolatek występował przed publicznością w teatrach i salach koncertowych. Od 14 roku życia uczył się w klasie fortepianu Florence Kelly. Stypendium, jakie otrzymał od Ignacego Jana Paderewskiego, pomogło Władziowi w początkach jego kariery. Ignacy Paderewski, doradził młodemu pianiście, aby zostawił sobie tylko nazwisko jako imię sceniczne. Swój pierwszy koncert z towarzyszeniem orkiestry symfonicznej z Chicago zagrał w wieku lat 20. W repertuarze znalazł się wtedy „II Koncert Fortepianowy” Liszta, którego wykonaniem potwierdził swoje olbrzymie umiejętności. Cechował się także wyjątkową rozpiętością palców dłoni, co umożliwiło mu rozwinąć unikalne techniki gry na instrumencie. Grał przepięknie utwory Brahmsa, Gershwina, Chopina, Straussa, Liszta, Czajkowskiego i muzykę rozrywkową, genialnie zaaranżowaną.

Muzycy powszechnie uważają, że Liberace był jednym z największym pianistów swoich czasów a może nawet w historii. Ale niewiarygodnie utalentowany Władziu, który zawsze podkreślał swoje polskie korzenie, wybrał karierę showmana. Stopniowo zaczął zmieniać sale koncertowe na nocne kluby i kasyna. Grał to, co publiczność lubiła. Zmieniał nawet utwory Chopina i pokazywał w nich „tyle nut”, ile przyjmowała percepcja słuchaczy. Wypracował własny styl, który sam określił jako „muzykę pop z odrobiną klasyki”. Urzekał publiczność swoim show i podbijał serca widowni, którą czarował i uszczęśliwiał. Ten wyjątkowo utalentowany artysta estradowy, wszechstronny wykonawca podczas swoich występów: grał na fortepianie, śpiewał, tańczył i żartował ze swoimi fanami. Wchodził na scenę w pelerynie z norweskich lisów z dwumetrowym trenem. Mówił z ujmującym uśmiechem, że na świecie są tylko dwa takie futra i oba należą do niego. Udało mu się wydać sześć złotych płyt oraz trafić do Księgi Rekordów Guinessa. Jeździł po całych Stanach Zjednoczonych ze specjalnie wykonanym dla niego fortepianem, na którym stawiał świecznik (jako pamiątkę zauroczenia Fryderykiem Chopinem).

Świecznik na fortepianie stał się znakiem rozpoznawczym, symbolem i częścią autografu Liberace. Jego romantyczne stroje, jak z XIX wieku, bajeczne scenografie były oprawą całego widowiska. Grał z ogromnymi pierścieniami na palcach, fortepiany inkrustował diamentami, nosił futra szyte złotą nicią, jeździł Rolls-Royce’ami i zbudował poświęcone sobie muzeum.

Na scenę wjeżdżał luksusową limuzyną lub sfruwał nad głowami słuchaczy, podwieszony na specjalnych linkach. Na zarzut, że taki przepych może być kiczem, odpowiadał skromnie, „co za dużo, to wspaniale”. Nie dziwi, że wzorowali się na nim wiele lat później Lady Gaga, Madonna, Elton John i inni.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Wypełnij to pole
Wypełnij to pole
Proszę wprowadzić prawidłowy adres e-mail.

3 × trzy =

Menu